Awantura za 7 złotych

Misją Fundacji JiM jest niesienie najwyższej jakości pomocy dzieciom z autyzmem. Stworzyliśmy najlepszą placówkę
w kraju, co stało się przyczyną wściekłego ataku lokalnych urzędników.

Po trwającej blisko rok kontroli Prezydent Łodzi żąda od nas zwrotu prawie 1,5 mln zł subwencji oświatowej. Urzędnikom nie podoba się m. in. to, że Fundacja finansuje dodatkową terapię dzieci, że szkoła prowadzi zajęcia w wakacje (ich zdaniem nie powinna), że dzieci są żywione i dowożone do szkoły na koszt placówki. A największą część podważanych wydatków stanowią bieżące remonty, które pozwoliły chociażby pozbyć się zagrzybień w przekazanym kiedyś przez miasto budynku oraz dostosować go do potrzeb dzieci z autyzmem. Ci, którzy byli u nas kilka lat temu od razu zauważą kolosalną zmianę warunków, w jakich mogą uczyć się dziś nasze dzieciaki.

Tymczasem służby Prezydent Łodzi niezwykle wybiórczo przedstawiają swoje zarzuty, aby postawić organizację
oraz jej zarząd w niekorzystnym świetle. Dla każdego kto kiedykolwiek był w JiMie (Pani Prezydent Łodzi nigdy nie była)
i zna potrzeby naszych dzieciaków rozpowszechniane informacje są absurdalne.

  • Zakup owoców morza! (w szkołach Fundacji przez 7 godzin dziennie działa pracownia gospodarstwa domowego, w której nasze dzieci uczą się gotować. Wydatek na zakup paluszków rybnych to zaledwie 7,99 zł – o czym służby Prezydent Zdanowskiej już jednak nie informują).
  • Wynagrodzenie zarządu Fundacji wynoszące “aż” 100 tys. zł rocznie (członkowie zarządu również pracują
    w placówkach oświatowych, a podana przez urzędników suma jest kwotą brutto razem z kosztami pracodawcy.
    O tym, że Fundacja zatrudnia blisko 200 osób, że struktura płac jest płaska, i że najlepsi specjaliści pobierają podobne do zarządu wynagrodzenie urzędnicy również nie wspominają).
  • 40 tys. zł wydatkowane w ciągu roku na usługi fotograficzne (wydatek ten zyskuje całkiem inny wydźwięk, jeśli zrozumie się, że tworzymy narzędzia oparte na zdjęciach, które służą setkom naszych niemówiących dzieci z autyzmem do komunikacji. Magistrat nie jest jednak zainteresowany tym wyjaśnieniem).
  • Szkolenia, w tym “zagraniczne!” (o tym, że dotyczyły wyjazdu zarówno terapeutów, jak i rodziców na Kongres Autyzm-Europe oraz konferencję o Stosowanej Analizie Zachowania, oraz że szkolenia mogą być wydatkiem finansowanym z subwencji oświatowej urzędnicy również nie informują).
  • Delegacje (o tym, że terapeuci jeżdżą z naszymi dziećmi do masowych szkół, aby włączać je tam do edukacji
    w informacjach urzędników również nie ma wzmianki).

Poza tym urzędnicy kwestionują na przykład wynagrodzenie nauczycieli za zajęcia w lipcu i sierpniu,
bo zajęcia
w wakacje nie są bieżącą potrzebą szkoły. Naszej są. Dzieci z autyzmem nie pojadą na kolonie, wymagają terapii i opieki przez cały rok.

Kwestionuje się to, że dowozimy dzieci do szkoły. I znów – nasze dzieci same do szkoły nie przyjadą. Jeśli nie będziemy ich dowozić, część z nich po prostu nie przyjdzie. Powinna wozić je gmina, ale uchyla się od tego ustawowego obowiązku, mówiąc rodzicom – wasze dzieci chodzą do „niepublicznej”, to niech szkoła je dowiezie. Teraz próbuje się wymusić od nas zwrot pieniędzy za ten wydatek. Trudno o większą hipokryzję.

Urzędnicy Hanny Zdanowskiej w swoim zacietrzewieniu chwytają się gier słownych i  podważają też usługi utrzymania boiska czy sprzątanie budynku, a nawet … etat dyrektora szkoły. A to już przecież bieżące potrzeby wszystkich szkół, niezależnie od ich specyfiki.

Wielokrotnie składaliśmy wyczerpujące wyjaśnienia, szczegółowo tłumaczyliśmy, jakie wydatki ponosimy i dlaczego są one niezbędne do prawidłowego funkcjonowania szkół JiM. Urzędnicy zdają się jednak nadal nie rozumieć specyfiki pracy z dziećmi z autyzmem i czym działalność JiM różni się od działalności innych placówek oświatowych.
Coraz trudniej oprzeć się wrażeniu, że po prostu nie chcą zrozumieć.

Podnoszone i akcentowane przez magistrat „zarzuty” dotyczą rzeczy nieistotnych z punktu widzenia żądanej kwoty 1,5 mln zł, a takich, które mogłyby postawić Fundację w złym świetle.  Wydaje się, że mają też zamazać prawdziwą istotę sporu o pieniądze z dotacji oświatowej. Powtarzane jak mantra “owoce morza” , “wynagrodzenie prezesa” i “delegacje zagraniczne” miały – w naszej ocenie – wywołać skojarzenie ze skandalami zdarzającymi się w przeszłości wśród organizacji pozarządowych.

Tymczasem niezwykle głośno i bez zamiatania pod dywan mówimy o żądaniu zwrotu 1,5 mln zł, bo rzecz dotyczy kwestii znacznie bardziej istotnej, zarówno teraz, jak i w przyszłości – zrozumienia specyficznych potrzeb szkoły,
w której uczą się dzieci z autyzmem. W swoich uzasadnieniach urzędnicy powtarzają „to nie jest bieżąca potrzeba szkoły”, „to nie jest bieżąca potrzeba szkoły”. A jednak, to są potrzeby szkoły dla dzieci z autyzmem.

Naszym zdaniem fakt atakowania przez służby Pani Prezydent największej w mieście organizacji pozarządowej jest bez precedensu. To ogromny błąd, który może zaważyć na całym jej wizerunku.

Mamy teraz w JiM tysiące wściekłych rodziców. Doskonale wiedzą jak traktują ich szkoły miejskie prowadzone przez urzędników Pani Prezydent. Gdy wreszcie znaleźli najlepsze dla swoich dzieci miejsce, próbuje się im je odebrać.

Tomasz Michałowicz, prezes Fundacji JiM

Poniżej galeria zdjęć z naszej pracowni gospodarstwa domowego – to tam dzieci uczą się gotować!
A także zdjęcia przygotowanych przez nas materiałów terapeutycznych.

*Sprawozdanie finansowe Fundacji JiM za 2013 r. zostało dobrowolnie poddane audytowi przez kancelarię Josef Welt i uzyskało ocenę “bez zastrzeżeń” *W 2013 r. odbyła się również kontrola zlecona przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej pod kątem zgodności z przepisami o OPP. Również ona miała wynik pozytywny.

Zobacz także
Ty też możesz pomóc Już 1 na 100 dzieci ma autyzm. Zmień ich życie na lepsze. Pomagam