Edukacja włączająca od pewnego czasu budzi dużo emocji. Coraz częściej pojawiają się uproszczenia, lęki i narracje, które zamiast porządkować temat, często go zaostrzają. Najczęściej dotyczy to obecności dzieci w spektrum autyzmu oraz dzieci z ADHD w szkołach ogólnodostępnych
Słychać konkretne obawy: o obniżenie poziomu nauczania, o brak bezpieczeństwa w klasach, o przeciążenie nauczycieli i nauczycielek, o zbyt małe wsparcie specjalistów. Te emocje nie biorą się znikąd. Szkoły od lat działają w warunkach niedofinansowania, przeciążenia i braków kadrowych.
Problem pojawia się wtedy, gdy winą za trudności obarcza się dzieci neuroatypowe, a nie system. Zamiast rozmawiać o tym, czego brakuje w szkołach, zaczyna się pytać, czy dzieci w spektrum autyzmu i z ADHD w ogóle powinny uczyć się w szkołach ogólnodostępnych.
Aby rozmawiać o tym odpowiedzialnie, potrzebujemy dwóch rzeczy: faktów oraz precyzyjnego języka.
Neuroatypowość i neuroróżnorodność – dlaczego to rozróżnienie ma znaczenie
Pojęcia neuroatypowość i neuroróżnorodność bywają stosowane zamiennie, choć opisują różne zjawiska.
Neuroatypowość dotyczy konkretnej osoby. Mówimy o niej w odniesieniu do osób w spektrum autyzmu, osób z ADHD czy innych stanów neurorozwojowych.
Neuroróżnorodność to coś szerszego. Oznacza, że ludzie różnią się sposobem działania mózgu i funkcjonowania. Dotyczy całego społeczeństwa, a nie jednej osoby.
Dlatego mówimy:
o dzieciach neuroatypowych,
ale o neuroróżnorodności w klasie, szkole czy społeczeństwie.
To rozróżnienie nie rozwiązuje wszystkich sporów, ale pomaga oddzielić rozmowę o konkretnych potrzebach uczniów i uczennic od ogólnej refleksji o różnorodności w systemie edukacji.
Dzieci neuroatypowe w szkołach ogólnodostępnych – fakty, nie mity
Dzieci w spektrum autyzmu oraz dzieci z ADHD nie są novum w systemie edukacji. Zawsze były obecne w szkołach ogólnodostępnych. Różnica polega na tym, że dziś częściej są diagnozowane, a ich potrzeby są bardziej widoczne.
Warto podkreślić jasno:
nie każde dziecko neuroatypowe kwalifikuje się do szkoły specjalnej,
nie każde potrzebuje edukacji terapeutycznej,
każde ma prawo do nauki w środowisku możliwie najbardziej dostępnym i włączającym.
Szkoła ogólnodostępna nie jest nagrodą ani przywilejem. To prawo do edukacji, które wynika z polskich przepisów i międzynarodowych umów.
Gdzie zaczynają się realne trudności
Problemy, o których mówią nauczyciele, rodzice i dyrekcje szkół, nie wynikają z samej obecności dzieci neuroatypowych w klasach. Wynikają z niedostosowanego systemu.
W praktyce obserwujemy m.in.:
patologizowanie zachowań, które są rozwojowe lub wynikają z odmiennego tempa dojrzewania układu nerwowego,
presję realizacji podstawy programowej kosztem relacji i regulacji emocjonalnej,
zbyt wysokie lub nieadekwatne oczekiwania wobec dzieci, które potrzebują innego tempa i innych strategii uczenia się.
Edukacja włączająca to nie „obniżanie poziomu”
Jednym z najczęściej powtarzanych mitów jest przekonanie, że edukacja włączająca oznacza rezygnację z wymagań. To fałszywa alternatywa. Edukacja włączająca nie polega na zmianie celu. Polega na zmianie drogi, metod i narzędzi.
To podejście, w którym:
tempo ma znaczenie,
relacja jest fundamentem,
różnorodność nie jest problemem do „naprawienia”, lecz faktem, który trzeba uwzględnić.
Jeśli chcemy rozmawiać o edukacji włączającej odpowiedzialnie, musimy zacząć od jednego pytania: czy system edukacji jest gotowy na neuroróżnorodność, która zawsze była jego częścią?
Twoja DOBROĆ to spokojna przyszłość Ewy i Janka.
Dołącz do
społeczności Jim
